Guz na czole

Dzisiaj od rana wszyscy moim współpracownicy patrzą się na mnie z lekkim rozbawieniem i zdziwieniem i wcale im się nie dziwię, bo sama miałabym uśmiech na ustach gdybym zobaczyła, że koleżanka z pracy ma wielkiego fioletowego guza na czole. Na pewno wyglądam przekomicznie, i do tego przekomicznie się czuję.

38Próbowałam przykryć zasinienie odpowiednią ilością korektora i podkładu, jednak na nic się to nie zdało. I tak wyglądam paskudnie, a tona tapety tego nie zmieni. Możecie zapytać skąd szanowana pani specjalistka ds. kadrowych Bielsko-Biała posiada śliwę na czole, a ja Wam z przyjemnością odpowiem na to pytanie. Otóż wszystko przez mojego kota, który jest najpaskudniejszym, najbardziej upartym i jednocześnie najukochańszym sierściuchem na świecie. Z Romanem (bo tak ma na imię mój kocur) żyjemy już razem od ponad dwóch lat, a nasza relacja zawsze była nieco trudna. Ja jestem uparta, on też, dlatego nieustannie toczymy ze sobą walki. Tak było wczoraj popołudniu, gdy Roman nie chciał dać mi spokojnie zjeść obiadu, tylko co chwila pakował się na stół i próbował zjadać makaron z serem. Żeby jakoś go odciągnąć od mojego talerza postanowiłam nasypać mu dodatkową porcję karmy. Gdy szłam do jego miski z karmą, Roman nieopatrznie zaplątał mi się pod nogami, potknęłam się i uderzyłam czołem w szafkę kuchenną. Bolało bardzo, a guz zaczął rosnąć mi na czole w tempie ekspresowym. To wszystko przez Romana – przecież wiadomo, że faceci (nawet koty) są przyczyną wszystkich damskich trosk.

Dodaj komentarz