Wymiana prezentów

w88

Po Świętach Bożego Narodzenia zawsze przychodzi ten czas, w którym należy poważnie zastanowić się nad tym czy wszystkie świąteczne prezenty przypadły nam do gustu i czy na pewno nie można by któregoś wymienić w sklepie. Ja każdego roku mam te same problemy i rozterki, choć zazwyczaj kończą się one próbami wymiany towarów na inne. Z rodziną już jakiś czas temu umówiliśmy się, że do każdego prezentu załączamy paragony – niby odbiera to trochę magii prezentom, ale jest bardzo ekonomiczne. Praktycznie każdego roku któryś z otrzymanych prezentów idę wymienić do sklepu, bo zawsze zdarzy się ktoś, kto zupełnie nie wstrzeli się w podarek dla mnie. W tym roku chyba zdecyduję się oddać zestaw filiżanek do herbaty, który nie dość, że bardzo mi się nie podoba, to jeszcze zupełnie mi się nie przyda. Podobnych zestawów mam już dwa komplety i niestety ani jednego nie używam.

Inną opcją zamiast oddawania prezentu do sklepu jest zatrzymanie go i zostawienie dla kogoś innego. Za jakiś czas imieniny ma moja dobra przyjaciółka z pracy, która podobnie jak ja pracuje jako specjalistka ds. kadrowych Lubin. Henia zawsze lubiła się we wszelkiego rodzaju porcelanie, dlatego zestaw filiżanek może ją ucieszyć. Jeszcze zastanowię się co zrobić, na zwrot porcelany mam jeszcze pół miesiąca.

Ciekawe czy prezenty zrobione przeze mnie spodobały się wszystkim obdarowanym i czy nikt nic nie wymienił. Mam nadzieję, że w tym roku utrafiłam z podarkami.

Guz na czole

Dzisiaj od rana wszyscy moim współpracownicy patrzą się na mnie z lekkim rozbawieniem i zdziwieniem i wcale im się nie dziwię, bo sama miałabym uśmiech na ustach gdybym zobaczyła, że koleżanka z pracy ma wielkiego fioletowego guza na czole. Na pewno wyglądam przekomicznie, i do tego przekomicznie się czuję.

38Próbowałam przykryć zasinienie odpowiednią ilością korektora i podkładu, jednak na nic się to nie zdało. I tak wyglądam paskudnie, a tona tapety tego nie zmieni. Możecie zapytać skąd szanowana pani specjalistka ds. kadrowych Bielsko-Biała posiada śliwę na czole, a ja Wam z przyjemnością odpowiem na to pytanie. Otóż wszystko przez mojego kota, który jest najpaskudniejszym, najbardziej upartym i jednocześnie najukochańszym sierściuchem na świecie. Z Romanem (bo tak ma na imię mój kocur) żyjemy już razem od ponad dwóch lat, a nasza relacja zawsze była nieco trudna. Ja jestem uparta, on też, dlatego nieustannie toczymy ze sobą walki. Tak było wczoraj popołudniu, gdy Roman nie chciał dać mi spokojnie zjeść obiadu, tylko co chwila pakował się na stół i próbował zjadać makaron z serem. Żeby jakoś go odciągnąć od mojego talerza postanowiłam nasypać mu dodatkową porcję karmy. Gdy szłam do jego miski z karmą, Roman nieopatrznie zaplątał mi się pod nogami, potknęłam się i uderzyłam czołem w szafkę kuchenną. Bolało bardzo, a guz zaczął rosnąć mi na czole w tempie ekspresowym. To wszystko przez Romana – przecież wiadomo, że faceci (nawet koty) są przyczyną wszystkich damskich trosk.

Na szkoleniu

W zeszłym tygodniu uczestniczyłem w szkoleniu kadrowo-płacowym zorganizowanym dla wszystkich pracowników działów kadr naszej firmy. Szkolenie to trwało trzy dni i miało miejsce w Poznaniu, dlatego przez trzy dni byłem poza swoim bytomskim biurem. Zawsze lubiłem wyjazdy służbowe, które na krótki czas pozwalały się oderwać od swoich zwykłych obowiązków i poczuć jak jakiś prezes, a nie zwykły specjalista ds. kadrowych Bytom. W końcu w podróże służbowe jeżdżą głównie prezesi, przynajmniej tak mi się wydaje.

37Szkolenie trwało trzy dni, po osiem godzin dziennie, dlatego po zakończeniu zajęć na dany dzień miałem sporo czasu na wypoczynek, relaks i zwiedzanie Poznania. Nigdy wcześniej nie miałem przyjemności dotrzeć do tego pięknego miasta i nareszcie cieszę się, że je zobaczyłem. Poznań bardzo mi się podoba – to miasto ma swój klimat, a starówka jest po prostu przepiękna. To właśnie w jej okolicach spędzałem najwięcej czasu, przesiadując w pubach i restauracjach.

Na szkolenie pojechałem jako jedyny przedstawiciel naszego oddziału, jednak na miejscu poznałem kilka innych osób, z którymi trzymałem się do końca wyjazdu. To właśnie z tymi osobami spędzałem popołudnia i wieczory. Co ciekawe, wszyscy byli spoza Poznania i mieszkali w odległych zakątkach Polski. Ja pracuję w Bytomiu, kolega Jarek w Szczecinie, Daria w Łodzi, a Sandra w Białymstoku.

Pomoc rodzinie

Grażyna, żona mojego brata przez długi czas pozostawała bez pracy, co spędzało sen z powiek całej naszej rodzinie. Bartek nie raz dzwonił do mnie wieczorami i żalił się, że jego żona, mimo ukończenia dobrego kierunku studiów i kilku lat doświadczenia w zawodzie nie może znaleźć zatrudnienia na terenie Elbląga. Rozumiałem Bartka, jednak jego ciągłe telefony i narzekania powoli przyprawiały mnie o mdłości i lekkie zniecierpliwienie. Chcąc jak najszybciej uwolnić się od narzekań brata, postanowiłem podjąć jakieś zdecydowane akcje, nawet jeśli miały być trudne do realizacji. Wszystko dla zdrowia psychicznego i odrobiny spokoju.

33Dla Bartka, dla jego żony i w znacznej mierze dla siebie odnowiłem znajomość z koleżanką ze studiów, która obecnie jest zatrudniona jako specjalistka ds. kadrowych Elbląg. Skoro Małgosia pracuje w kadrach to musi wiedzieć czego wymagają pracodawcy. Może akurat w jej firmie potrzeba kogoś po filologii angielskiej – pytając nic nie tracę.

Małgosia była bardzo zdziwiona moim telefonem, jednak po wytłumaczeniu jej swojej sprawy od razu zdecydowała się mi pomóc. Zaprosiła Grażynę na rozmowę do siebie do biura, po której miała powiedzieć coś więcej na temat jej szans na zdobycie pracy.

Na rozmowę Grażyna wybiera się jutro i nawet jeśli nic z tego nie wyjdzie, to przynajmniej mam świadomość, że się zaangażowałem i próbowałem pomóc bratu i jego żonie.

Wielka kłótnia

Może nie powinienem opowiadać złych rzeczy o swoim kierowniku w Internecie, ale co mi tam – i tak nie pozostało mi już zbyt wiele czasu w zawodzie specjalisty ds. kadrowych (specjalista ds. kadrowych Koszalin). Ostatnio tak bardzo pokłóciłem się z przełożonym, panem Januszem, że na pewno pociągnie to za sobą jakieś konsekwencje i to na pewno te najgorsze z możliwych.

21Praca w kadrach byłaby zajęciem przyjemnym, gdyby nie fakt, że naszym działem zarządza najmniej sympatyczny facet, z jakim kiedykolwiek miałem do czynienia. Nie mam zielonego pojęcia co jest w panu Januszu, że aż tak bardzo działa mi na nerwy. Przecież w swoim życiu wiele razy napotykałem osoby, które były niemiłe i nielubiane, jednak nigdy nie pałałem do nikogo tak wielką wrogością jak do kierownika. Pan Janusz nie jest lubiany wśród naszych kadrowców, jednak chyba tylko ja mam do niego tak negatywne nastawienie. Większość zwyczajnie pana Janusza nie lubi, natomiast ja go nienawidzę, co z trudem ukrywałem. Ukrywałem, bo kilka dni temu przestałem ukrywać podczas ostrej wymiany zdań jaka się między nami wywiązała. Tego dnia miałem wyjątkowo zły humor, dlatego wystarczyło kilka nieodpowiednio dobranych słów, a ja już byłem gotowy do walki słownej na śmierć i życie. Oczywiście tym, który nadepnął mi na odcisk musiał być kierownik, bo jakżeby inaczej. Nie jestem dumny z rzeczy, które powiedziałem pod wpływem emocji kierownikowi, ale przynajmniej czuję się oczyszczony ze złych emocji. W końcu powiedziałem panu Januszowi otwarcie co o nim myślę.