Nic się nie robi

Kadry to u nas w firmie nic innego jak jedna wielka kawiarenka, w której spotykają się ludzie i rozmawiają na wszystkie możliwe tematy. Panie kadrowe i inni specjaliści ds. kadrowych w naszym przedsiębiorstwie nie mają chyba nic do roboty, bo kiedy do nich nie zajrzę tak zawsze zapraszają mnie na kawę i zagadują – byle tylko nie musieć udawać, że pracują, specjalista ds. kadrowych Ełk.

z88Jestem przekonany, że w firmie prywatnej takie nieróbstwo by nie przeszło, jednak w przedsiębiorstwie państwowym wszystko jest możliwe. Każdy, kto kiedykolwiek pracował w jakimś urzędzie wie czym pachnie praca w tego typu instytucji. Oczywiście, są osoby, które wykonują ogrom pracy, jednak są też działy, w których pracy jest niewiele, a pracowników multum. Takim właśnie działem jest u nas dział kadr.

Gdy tak patrzę na bananowe życie kadrowych żałuję, że nie postarałem się wcześniej o przeniesienie do tego działu. Teraz nie musiałbym przyjmować niezadowolonych petentów i walczyć z ogromem dokumentacji. Nie mam szans na zmianę swojego zawodowego losu, dlatego muszę przestać „gdybać” i wrócić do pracy. Zbyt długie siedzenie przed komputerem nie służy dobrze mojej pracy.

Potrzebna pomoc

w88Nie wiem dlaczego, ale w naszej dość dużej firmie dział kadr jest wyjątkowo niewielki i najwyraźniej cierpi z powodu braku pracowników i nadmiaru obowiązków. Kiedykolwiek bym nie poszła do kadr w jakiejkolwiek sprawie, tak panie pracujące w dziale zawsze są zarobione po uszy i nie mają czasu nawet prze chwilę poplotkować na temat najświeższych firmowych wieści. Kadrowe zdecydowanie pracują najwięcej z nas wszystkich, specjalista ds. kadrowych Leszno.

Nie rozumiem dlaczego właściciel firmy ociąga się z zatrudnieniem jakiejś asystentki lub asystenta do działu kadr. Dodatkowe ręce to pracy w tej komórce byłyby na wagę złota i znacznie usprawniłyby tempo realizacji poszczególnych zadań. Ja widzę cienie pod oczami kadrowych i strasznie współczuję im warunków, w jakich muszą pracować.

Do nas do działu dołączył niedawno asystent, który bardzo pomaga nam w wykonywaniu obowiązków. Cieszę się, że Łukasz jest w naszym zespole, choć tak naprawdę obeszlibyśmy się bez jego pomocy. O wiele więcej dobrego chłopak mógłby zdziałać w dziale kadr, a nie u nas, jednak to od prezesa zależy decyzja kogo i na jakie stanowisko zatrudnia.

Guz na czole

Dzisiaj od rana wszyscy moim współpracownicy patrzą się na mnie z lekkim rozbawieniem i zdziwieniem i wcale im się nie dziwię, bo sama miałabym uśmiech na ustach gdybym zobaczyła, że koleżanka z pracy ma wielkiego fioletowego guza na czole. Na pewno wyglądam przekomicznie, i do tego przekomicznie się czuję.

38Próbowałam przykryć zasinienie odpowiednią ilością korektora i podkładu, jednak na nic się to nie zdało. I tak wyglądam paskudnie, a tona tapety tego nie zmieni. Możecie zapytać skąd szanowana pani specjalistka ds. kadrowych Bielsko-Biała posiada śliwę na czole, a ja Wam z przyjemnością odpowiem na to pytanie. Otóż wszystko przez mojego kota, który jest najpaskudniejszym, najbardziej upartym i jednocześnie najukochańszym sierściuchem na świecie. Z Romanem (bo tak ma na imię mój kocur) żyjemy już razem od ponad dwóch lat, a nasza relacja zawsze była nieco trudna. Ja jestem uparta, on też, dlatego nieustannie toczymy ze sobą walki. Tak było wczoraj popołudniu, gdy Roman nie chciał dać mi spokojnie zjeść obiadu, tylko co chwila pakował się na stół i próbował zjadać makaron z serem. Żeby jakoś go odciągnąć od mojego talerza postanowiłam nasypać mu dodatkową porcję karmy. Gdy szłam do jego miski z karmą, Roman nieopatrznie zaplątał mi się pod nogami, potknęłam się i uderzyłam czołem w szafkę kuchenną. Bolało bardzo, a guz zaczął rosnąć mi na czole w tempie ekspresowym. To wszystko przez Romana – przecież wiadomo, że faceci (nawet koty) są przyczyną wszystkich damskich trosk.

Nieplanowane wolne

29Dzisiejszy dzień w pracy, który zapowiadał się wyjątkowo parszywie okazał się być jednym z lepszych w ciągu ostatniego miesiąca. Wszystko dlatego, że mniej więcej o godzinie 9.00 rano nagle padło zasilanie w całym biurze. Szybka kontrola wykazała, że w związku z jakimiś naprawami prowadzonymi nieopodal firmy przez pół dnia nie będzie prądu. Nasze biuro nie posiada zapasowego generatora prądu, dlatego wszyscy pracownicy zostali przymusowo wysłani do domu. Bez komputerów, telefonów i światła efektywność pracy byłaby znikoma, a pracownicy zanudzili się na śmierć. Ja, specjalista ds. kadrowych Rybnik, w swojej pracy non stop korzystam z komputera, dlatego jego brak oznacza dla mnie koniec pracy.

Teraz siedzę w autobusie komunikacji miejskiej i wykorzystuję czas podróży od pracy do domu na napisanie tego właśnie postu. Nierzadko zdarzają się takie dni, jak dziś, dlatego postanowiłem wykorzystać okazję i napisać, że praca w kadrach potrafi być od czasu do czasu zaskakująca, nawet jeśli to zaskoczenie jest wynikiem działania osób i czynników trzecich. Cieszę się, że jadę już do domu, jednak jednocześnie wiem, że dzisiejsze nieróbstwo przyjdzie mi odpracować w postaci godzin dodatkowych. A co tam, grunt, że teraz nie muszę pracować. Jak wrócę do domu, to pierwsze co zrobię, to położę się spać. Jestem okropnie zmęczony i marzę o krótkiej drzemce.

Zmęczenie

28Czasem marzy mi się żeby tak wszystko rzucić w kąt, przestać się przejmować zobowiązaniami i konwenansami i wyjechać na drugi koniec Polski, zaszyć się w jakiejś chatce w górach i tam odpocząć od zgiełku, pędu codziennego świata i wszystkich otaczających mnie ludzi. Gdy pracuje się jako specjalista ds. kadrowych Legnica, ludzi i ich spraw ma się po dziurki w nosie. Nie ma dnia, żeby ktoś nie przyszedł do mnie z jakąś prośbą i nie próbował czegoś wskórać różnymi sposobami. W większości przypadków ludzie próbują przekupić mnie jakimiś słodkościami lub kawą. W domu, w jednej z szafek mam już zapas kawy i słodyczy na kolejne dwa lata, dlatego te metody już dawno przestały na mnie działać. Niestety, pracując w kadrach muszę przestrzegać prawa pracy, które jasno określa sposób postępowania w określonych przypadkach. Jeśli ktoś nie może czegoś uzyskać, bo jest to zabronione w prawie pracy, to nie ma opcji żebym ja mu w tym pomógł, nawet jeśli przyniesie mi reklamówkę ulubionych czekoladek.

Dzisiaj, w czwartek, jestem już na granicy wykończenia psychicznego i już nie mogę doczekać się chwili, gdy przyjdzie piątek, piątek przeminie, a ja będę mógł odpocząć od pracy i od licznych petentów. W tym tygodniu mam wyjątkowo dużo pracy, zresztą jak każdego roku o tej porze. Początek nowego roku to podsumowania, nowe plany urlopowe i milion innych rzeczy, które muszą zostać zrobione. Sytuacja trochę uspokoi się pod koniec stycznia, jednak do tego czasu jestem skazany na intensywną pracę ponad moje siły.

Dużo pracy

42Jako specjalista ds. kadrowych Piekary Śląskie jestem pierwszą osobą, do której zwracają się pracownicy w celu osiągnięcia tego lub tamtego. Z chęcią oddałabym część swoich zawodowych obowiązków komuś innemu i odpoczęła co nieco od codziennego ferworu i licznych obowiązków zawodowych, jednak jako jedyna kadrowa w firmie nie mam na kogo przerzucić swoje obowiązki. Wystarczy, że gdy od czasu do czasu wezmę parę dni wolnego, to firma przechodzi poważne załamanie kadrowe, bo nikt nie wie jak się zajmować sprawami kadr i jak to wszystko ogarnąć. Dobrze, że ostatnio mój pracodawca wpadł na pomysł, by w trakcie mojego zbliżającego się urlopu wypoczynkowego zatrudnić kogoś na zastępstwo, na zaledwie dwa tygodnie – może wtedy chaos, jaki zastanę po powrocie do pracy nie będzie tak wielki, jak zazwyczaj.

Nie podoba mi się, że jestem jedynym kadrowcem w firmie, bo uważam, że zatrudniające mnie przedsiębiorstwo jest na tyle duże, że powinno mieć przynajmniej dwóch specjalistów. Ja bez wytchnienia pracuję przez osiem godzin dziennie, a często muszę również zabierać pracę ze sobą do domu. Zatrudnienie drugiego specjalisty byłoby z pożytkiem nie tylko dla mnie, ale i dla firmy. Po pierwsze, wszystko byłoby zrobione na czas, a po drugie miałby mnie kto zastąpić w przypadku urlopu wypoczynkowego.  Próbowałam już przeforsować ten pomysł u szefa, jednak nic z tego nie wyszło. Może gdy za jakiś czas powtórzę swoje żądania szef będzie miał do nich inny stosunek?

Przebieg procesu rekrutacyjnego

Zatrudniająca mnie firma prowadzi obecnie nabór na stanowisko managera działu handlowego, dlatego ja, specjalista ds. kadrowych Tarnów, razem z moim zespołem jestem odpowiedzialny za perfekcyjną organizację rekrutacji i kontrolę wszelkich spraw związanych z zatrudnieniem nowego pracownika. Jestem specjalistą i takie są moje zadania, choćby nie wiem jak bardzo mi się nie podobały.

6Od paru dni nasz mały dział ma zwiększoną liczbę zadań do wykonania, jako, że oprócz typowych obowiązków, musimy jeszcze przejrzeć wszystkie nadesłane podania o pracę, wyselekcjonować najlepszych kandydatów i umówić ich na rozmowy kwalifikacyjne. W rozmowach będę jak zwykle uczestniczył ja, jeszcze jeden pracownik mojego zespołu i ktoś z działu handlowego. Gdy rozpoczną się spotkania rekrutacyjne na pewno przez długi czas nie zaznam spokoju w pracy, bo rozmowy będą następowały jedna po drugiej, by jak najszybciej je wszystkie przeprowadzić. Po pierwszym etapie rozmów trzeba będzie zrobić notatki z każdego spotkania, wprowadzić je do komputera i skatalogować. Na podstawie notatek i indywidualnych odczuć komisji wybierzemy kilka osób, które zostaną zakwalifikowane na drugi, i zarazem ostatni, etap rekrutacji. Te spotkania będą wyglądały zupełnie inaczej, ponieważ będą bardziej szczegółowe i skupione na przetestowaniu danego kandydata i sprawdzeniu jego przydatności na oferowanym stanowisku pracy.

Praca, która uspokaja

4Od czterech lat pracuję jako specjalista ds. kadrowych Płock w pewnej firmie związanej ze sprzedażą. Jak wiadomo, branża sprzedażowa ma to do siebie, że jej zasoby ludzkie są w stanie ciągłych zmian, przeistoczeń, wymian i zastępstw. Aby sprostać zapotrzebowaniu na nowych pracowników, właściciel zatrudniającej mnie firmy postanowił zainwestować w dział kadr, płac i szkoleń, które mają na celu typować najlepszych kandydatów z możliwych i zajmować się sprawami kadrowymi, płacowymi i personalnymi w firmie. W taki oto sposób, dział, w którym pracuję składa się z trzech głównych części, a oprócz mnie osobami decyzyjnymi są w nim kierownik szkoleniowy i specjalista ds. płac, z którymi na szczęście bardzo dobrze się dogaduję. Pracujemy we trzech, mając pod sobą kilka innych, podwładnych nam pracowników i nie narzekamy na swoją pracę. Przynajmniej ja nie narzekam, bo choć praca specjalisty to biurokracja i wszechobecna papierologia, to nie wyobrażam sobie zajęcia spokojniejszego i przyjemniejszego niż to, które obecnie posiadam. Idąc do pracy nie muszę się martwić o stresujące sytuacje i problemy. Czasem wydarzy się coś niespodziewanego, co zakłóci przebieg całego dnia, jednak takie awarie są niezmiernie rzadkie. Przez większą część miesiąca jestem w pracy bardzo spokojny i zrelaksowany. Osiem godzin dziennie wprowadzam dane do programów komputerowych i wypełniam kwity, dlatego jestem ostoją spokoju. Jedynie w przypadkach, gdy firma organizuje nabór, nasz dział ma dużo więcej roboty, a zakres obowiązków rozszerza się o nowe punkty.